Sawanna na granicy stada Exosha, pierwszy tydzień pory mokrej
Stado zebr uciekało przed lwicami przemykającymi niczym cienie wśród wysokiej trawy. Roślinożercy robili co w ich mocy by nie zostać oddzielonym od stada, ktoś jednak w końcu musiał być. Lwice upatrzyły sobie jedną ze starszych zebr, nie była już tak wytrzymała jak inne, powinna być łatwym łupem nieprawdaż? Jedna z lwic wysunęła się na przód.
-Jest mój!-ryknęła i wyprężyła się do skoku. Wszystko wydarzyło się nienaturalnie szybko. Lwica już miała zacisnąć pazury na zebrze gdy nagle została kopnięta, Upadła z hukiem na ziemię.
***
Lwica obudziła się. Głowa ciążyła jej nie przyjemnie jednak spróbowała wstać. Łapy jej drżały jednak nie upadła i mogła zobaczyć gdzie się znajduje. Wtedy jej oczom ukazała się coś niesamowitego. Miejsce w którym się znajdowało nie było sawanną na której jeszcze prze chwilą wraz z siostrami polowała. O nie. To miejsce było jakby sawanną zbudowaną z chmur, czystych i białych. Zarówno zwierzęta, rośliny jak i ziemia, o ile można było tak nazwać. Lwica zauważyła nagle, że ona również była taka sama. Jej kremowe futro z gdzieniegdzie ciemniejszymi miejscami było teraz śnieżnobiałe.
-O boże, ja umarłam.-wyszeptała.
Wtedy nagle za łowczynią zaczęła się wyłaniać lwica. Podobnie jak wszystko była zrobiona jakby z chmur, pomimo tego faktu zachowała jednak rysy swojego pyska sprzed śmierci i błysk w oczach.
-Masz jeszcze szansę Maabi.-wymieniona lwica odwróciła się gwałtownie-Możesz wciąż wrócić.
-Rami!-łowczyni rzuciła się w kierunku lwicy i przytuliła się do niej-Tak bardzo mi ciebie brakowało.
-Mnie ciebie również.-przybyła odwzajemniła uścisk, tak dawno widziała ostatni raz swoją przyjaciółkę-Nie możemy jednak rozmawiać, musimy się śpieszyć inaczej szansa przepadnie.
-Szkoda.-łowczynie starała się by Rami nie wyczuła goryczy w jej głosie lecz niezbyt jej się to udało-Błagam cię jednak, mów co mam zrobić by wrócić.
Rami odeszła kawałek i wymruczała krótką inkantację, po chwili przed lwicą zaczęły się pojawiać wrota. Były one wykonane z brązowego, nieobrobionego kamienia tak bardzo kontrastującego z otaczającym go światem. Maabi ostrożnie przyjrzała się wrotom i dawnej przyjaciółce uśmiechającej się życzliwie do niej.
-Co teraz?
-Po prostu idź, będziesz wiedziała co robić.-po tych słowach Rami znikła.
Łowczyni wzięła głęboki oddech i przeszła przez wrota.
***
-Boże, Maabi!-wykrzyknęła biała lwica i podbiegła do łowczyni. Szturchnęła ją łapą jednak ta nie zareagowała. Pochyliła głowę nad jej klatką piersiową próbując poczuć choćby najsłabsze uderzenie serca. Reszta polujących lwic zaprzestała pościgu i zbliżyły się do leżącej.
-Jej serce bije ale słabo.-powiedziała lwica-Nie możemy jednak przyjść do stada bez jedzenia. Maru, Usali, Muhuri i ty Yaliyo spróbujcie coś upolować a ja razem z Utuli i Asifą zaniesiemy ją do szamanki.-lwice przytaknęły. Jedynie Usali postała jeszcze na chwilę przy białej.
-Zawsze uważałam, że ściągnie na siebie niebezpieczeństwo. Jest zbyt pewna siebie Ajalo.-powiedziała i dołączyła do łowczyń które zniecierpliwione czekały na nią.
Biała nie spojrzała nawet za nią. Umieściła Maabi na plecach i razem z Utuli i Asifą ruszyła w drogę powrotną do domu.
______________
Krótki, sporo niejasności i mam wątpliwości co do niektórych momentów ale mam nadzieję, że się wam spodoba :)
Po za tym rysunki, kto był na moim profilu na DA wie, że siedzę na koncie gościa bo nie pamiętam hasła do komputera. Więc Frank, wątpię żebym odzyskała hasło, programy i rysunki bo zostało mi już tylko powtórne zainstalowanie systemu więc powiem co tworzyłam. Twoje opowiadanie w wersji animacyjnej. Miałam już mniej więcej 1 rozdział zaanimowany ;-; Spróbuję jeszcze raz.