Zachodni
skraniec terytorium stada Exosha, kilka minut przed wydarzeniem na
sawannie
Choć
Słońce oblewało swym blaskiem ziemię od ładnych paru godzin,
były miejsca gdzie promienie nie zdążyły dojść. Jednym z nich
było wnętrze starego i wyschniętego baobabu. Roślina na przekór
wszystkim zjawiskom próbowała dowieść, że choć martwa to jest
silniejsza od wszystkiego co żyje. I udawało się to już jej od
dwustu lat. Lwem który najlepiej o tym wiedział był Mlinzi, szaman
i znachor stada, syn poprzedniego przewodnika który wybrał to
drzewo na siedzibę. Nie chodziło jemu tylko o położenie rośliny
ale również od jego historię, był bowiem ten twór flory jedynym
ostałym drzewem z wielkiej fali płomieni, która pochłonęła
większą część dżungli pozwalając wyrosnąć sawannie jaką
obecnie zajmował szaman i jego pobratymcy. Nikt właściwie nie
wiedział jak to się stało, że drzewo przeżyło żywe ten
kataklizm z jedynie lekko osmoloną korą ale każdy wiedział, że
coś w nim było magicznego. Mlinzi przeszedł przez szczelinę w
pniu i szturchnął dzwonki zawieszone tuż przy wejściu. Gdy był
małym kocięciem jego ojciec pewnego dnia znalazł je i przyniósł,
od tamtej pory ich dźwięk zawsze przypominał mu ojca. Uśmiechnął
się i przeszedł w głąb drzewa. Na naturalnych pułkach piętrzyły
się przeróżne specyfiki. Niektóre potrafiące uleczyć lwa nawet
na skraju życia i śmierci, inne zaś umieszczone w dobrze zadanej
ranie potrafiące powalić słonia. Lew przeszedł przez kolejną
wnękę i zaczął się spinać w górę. W końcu był na szczycie
baobabu. Miał on stąd doskonały widok na okoliczne tereny, Mlinzi
nie przyszedł tu jednak na obserwacje. Pomimo bycia szamanem jego
główną rolą nie było leczenie czy trucie niepotrzebnych już
lwów. Jego zadaniem było pilnowanie przeznaczenia członków stada.
Na szczycie drzewa każdy miał swój mały malunek. Nawet
on sam, złota sierść pokryta licznymi burgundowymi tatuażami,
lazurowe oczy czy czarna grzywa przetykana kolorowymi piórkami
papug, zostały uchwycone nawet kamyczki, które miał przetknięte
przez uszy. Przetarł
łapą swoją podobiznę i zaczął oględzin innych rysunków.
Żaden nie zbladł. Uśmiechnął się w duchu, że może odpocząć
i ułożył się na drzewie w stronę z której promienia słońca
powinny oświetlać drzewo. Przymknął oczy. Nagle usłyszał za
sobą odgłos jakby ciamkania. Odwrócił się i zamarł. Drzewo
właśnie pochłaniało jeden z malunków. Po chwili ciamkanie ustało
i rysunek znikł, kilka podobiznach innych lwów zaczęło bladnąć.
Mlinzi wyszedł z pierwszego szoku i skoczył do zejścia na dół,
przebiegł przez szczeliny i wbiegł w trawy.
- Fudi!
Fudi! Złaź tu pierzasta kreaturo! - krzyczał.Już
po chwili wołana postać przyleciała i wylądowała przed lwem.
Mały bilbil z lekką obrazą wymalowaną w jego oczach wpatrywał się w lwa i czekał na polecenie.
- Leć
do Khamira.
Stało się coś złego - widząc
minę posłańca na określenie „coś złego” dodał - Malunki.Ptak
od razu wzbił się w powietrze.
- Powiedz, że zaraz tam będę! - wykrzyczał jeszcze tylko do ptaka.
Bilbil poleciał prosto do przywódcy
stada Exosha.
****
Khamir spokojnie kąpał się w słońcu na jedynym z wielu głazów leżących przed wejściem do legowiska stada. Siedem lwic wraz z jego żoną poszła polować a pozostałe opiekowały się lwiątkami na niedalekim wzgórzu, nawet jego brat gdzieś się ulotnił przez co Khamir mógł spokojnie odpoczywać. Dumnie uniósł głowę spowitą w fali rdzawych, kręconych kosmyków grzywy. Zawiał lekki wiatr, jego biszkoptowa sierść i grzywa zafalowały, nic dziwnego, że czasem nazywano go Jua - słońce. Nagle wylądował przed nim mały ptak niszcząc jego spokój.
- Przynoszę wiadomość od szamana - Khamir zmrużył oczy i skinął lekko głową na znak, że może mówić dalej - Dzieje się coś złego z malunkami, szaman ma za niedługo tu przybyć.
Ptak nie czekał na to by przywódca lwów wydał mu jakiekolwiek polecenie i odleciał w jemu tylko znane miejsce. Tymczasem Jua zerwał się z kamienia i co tchu popędził na wzgórze gdzie miała być większość lwic, gdy dotarł na miejsce szybko się tylko rozejrzał w poszukiwaniu swej matki, babki i prababki, czasami żałował, że to nie jego ojciec miał okazję dożyć tak sędziwego wieku. Spowolnił krok i potruchtał do rodziny. Jego matka Zalija zajmowała się jego najmłodszym synem Yaraą, zaś w łapach swojej babci i prababci zauważył Binti, bliźniaczkę Yaray.
- Matko, gdzie jest Harim?
- To, że jest moim synem nie oznacza, że muszę go śledzić - lwica polizała po łebku wnuczka na co lewek
zareagował śmiechem.
- Mamo błagam cię, to pilna sprawa. - Zalija spojrzała się tylko na niego krzywo, wciąż nie mogła mu darować tego, że ukradł bratu żonę. Gdyby nie lwiątka zapewne dawno by go wydziedziczyła.
- Przejrzysty wodopój. - mruknęła tylko i zajęła się z powrotem małym lwiątkiem mrucząc jakąś piosenkę.
Khamir skinął niepewnie głowę i pobiegł nad wodopój.
___________________________
O co chodzi z tymi malunkami? Dlaczego Khamir pomimo, że jest królem biegnie do swojego brata? Co się dzieje teraz z Maabi? Kiedy pojawi się naszyjnik z loga? I kiedy Indygo odda rysunek? To wszystko już w następnym odcinku! (albo i nie) DAM DAM DAAAAM
Tak po za tym co tam u was? c:
- Przynoszę wiadomość od szamana - Khamir zmrużył oczy i skinął lekko głową na znak, że może mówić dalej - Dzieje się coś złego z malunkami, szaman ma za niedługo tu przybyć.
Ptak nie czekał na to by przywódca lwów wydał mu jakiekolwiek polecenie i odleciał w jemu tylko znane miejsce. Tymczasem Jua zerwał się z kamienia i co tchu popędził na wzgórze gdzie miała być większość lwic, gdy dotarł na miejsce szybko się tylko rozejrzał w poszukiwaniu swej matki, babki i prababki, czasami żałował, że to nie jego ojciec miał okazję dożyć tak sędziwego wieku. Spowolnił krok i potruchtał do rodziny. Jego matka Zalija zajmowała się jego najmłodszym synem Yaraą, zaś w łapach swojej babci i prababci zauważył Binti, bliźniaczkę Yaray.
- Matko, gdzie jest Harim?
- To, że jest moim synem nie oznacza, że muszę go śledzić - lwica polizała po łebku wnuczka na co lewek
zareagował śmiechem.
- Mamo błagam cię, to pilna sprawa. - Zalija spojrzała się tylko na niego krzywo, wciąż nie mogła mu darować tego, że ukradł bratu żonę. Gdyby nie lwiątka zapewne dawno by go wydziedziczyła.
- Przejrzysty wodopój. - mruknęła tylko i zajęła się z powrotem małym lwiątkiem mrucząc jakąś piosenkę.
Khamir skinął niepewnie głowę i pobiegł nad wodopój.
___________________________
O co chodzi z tymi malunkami? Dlaczego Khamir pomimo, że jest królem biegnie do swojego brata? Co się dzieje teraz z Maabi? Kiedy pojawi się naszyjnik z loga? I kiedy Indygo odda rysunek? To wszystko już w następnym odcinku! (albo i nie) DAM DAM DAAAAM
Tak po za tym co tam u was? c: